agentic coding biuro warszawa nadmiar zadan

Agentic Coding i Vibe Coding. Dlaczego w części zadań AI zacznie wypierać człowieka

Gdy w biurze rośnie liczba zadań, nie zawsze rośnie wartość pracy, rosną też koszty przełączania pracowników między zadaniami Jeszcze niedawno tworzenie rozwiązań cyfrowych kojarzyło się głównie z narzędziami. Dziś centrum ciężkości przesuwa się gdzie indziej: na sposób myślenia, koszt uwagi i zdolność utrzymania ciągłości pracy. To właśnie tutaj spotykają się dwa pojęcia, które warto rozumieć razem: Vibe Coding i Agentic Coding. Vibe Coding opisuje stan człowieka. To rytm pracy, w którym można rozwijać pomysł bez ciągłego zrywania koncentracji.Agentic Coding opisuje zachowanie systemu. To model, w którym agent AI nie tylko odpowiada, ale też wykonuje zadania, utrzymuje kontekst i prowadzi część procesu do rezultatu. Oficjalne materiały OpenAI opisują Codex jako narzędzie do pracy end-to-end nad zadaniami, a Google przedstawia Antygravity jako „agent-first” platformę rozwojową. (OpenAI) To rozróżnienie jest ważne, bo nie chodzi już tylko o pytanie: czy AI potrafi coś wygenerować? Coraz częściej chodzi o pytanie: czy AI potrafi utrzymać ciągłość działania lepiej niż człowiek pracujący pod presją rozproszeń. (Claude) Najważniejsze: człowiek nie przegrywa z AI w sensie, lecz w koszcie uwagi W wielu zadaniach człowiek nadal wygrywa tam, gdzie liczą się sens, ocena jakości, odpowiedzialność i rozumienie odbiorcy. To człowiek lepiej nadaje kierunek, interpretuje potrzeby i ocenia, czy efekt naprawdę ma wartość. Problem zaczyna się gdzie indziej: człowiek bardzo drogo płaci za przełączanie kontekstu (Human multitasking). To właśnie nieustanne przeskakiwanie między zadaniami osłabia ciągłość myślenia, wydłuża drogę do decyzji i obniża spójność końcowego efektu. W tym miejscu dobrze wybrzmiewają obserwacje z książki „Mózg Project Managera” Macieja Błaszaka, która pokazuje, jak silnie na jakość pracy wpływają procesy poznawcze, sposób podejmowania decyzji i koszt ciągłego odzyskiwania koncentracji. W praktyce codziennej pracy biurowej ten koszt nie bierze się z jednego dużego zakłócenia, ale z wielu drobnych przerwań, które składają się na zwykły dzień pracy: e-maili, telefonów, spotkań, krótkich rozmów, kontaktów face to face, wędrówek po biurze czy nawet kolejek do firmowych ekspertów, od których trzeba uzyskać szybką odpowiedź. To właśnie te pozornie niewielkie zakłócenia rozbijają tok myślenia i sprawiają, że człowiek musi wielokrotnie wracać do tego samego wątku, odtwarzać zależności i odzyskiwać rytm pracy. Z perspektywy praktyka inżyniera to bardzo cenna obserwacja, bo pozwala spojrzeć na pracę nie tylko przez liczbę zadań, ale też przez koszt poznawczy, jaki generuje ich równoległa realizacja. To jednocześnie dość uniwersalny sposób myślenia o tym, gdzie w organizacji naprawdę uciekają energia, uwaga i jakość decyzji. Według opracowania profesora Macieja Błaszaka przy realizacji 5 zadań strata energii związana z przełączaniem kontekstu może przekraczać 75%, a na realną pracę pozostaje około 25% zasobów poznawczych. W uproszczeniu oznacza to średnio około 5% energii na jedno z pięciu zadań, jeśli uwaga jest stale rozbijana pomiędzy równoległe wątki. I właśnie tutaj tworzy się przestrzeń do wdrożenia Agentic Coding. Wcześniej warto wykonać analizy, policzyć koszty i w oszacować zysków z wdrożenia automatyzacji w organizacji. Przewaga Agentic Coding nie wynika z tego, że system lepiej „rozumie” sens biznesowy, potrzeby odbiorcy czy odpowiedzialność za końcowy efekt. Te obszary nadal należą do człowieka. Siła agentów ujawnia się gdzie indziej: w zdolności do utrzymywania ciągłości działania tam, gdzie człowiek stale płaci poznawczą cenę za każde przerwanie. Agent może konsekwentnie prowadzić rozpoczęty proces, pilnować porządku, spójności i kolejnych kroków bez tego samego kosztu mentalnego, który po stronie człowieka wywołują codzienne rozproszenia. To właśnie w tej luce, między ludzką wartością a ludzkim kosztem poznawczym, Agentic Coding zaczyna budować swoją realną przewagę. Dlaczego multitasking wygląda na efektywność, choć często nią nie jest Z zewnątrz wielozadaniowość wygląda atrakcyjnie. Ktoś odpowiada na wiadomości, bierze udział w spotkaniu, poprawia dokument, opiniuje kierunek projektu i równolegle próbuje coś tworzyć. To sprawia wrażenie wysokiego tempa. Problem polega na tym, że tempo nie jest tym samym co…

Umiemy - Nowoczesna przestrzeń szkoleniowa z rzutnikiem, flipchartem i kamerą do nagrań wideo

Kompetencje nieautomatyzowalne w erze AI, praktyczne warsztaty i coaching dla organizacji

O kompetencjach przyszłości słyszymy coraz głośniej co najmniej od dekady – czyli mniej więcej tyle ile dr Iwo Zmyślony prowadzi warsztaty i szkolenia, wcześniej dydaktyka, badania i doktorat. Z grubsza chodzi o naszą inteligencję ogólną – zdolność do odkrywania zupełnie nowej wiedzy oraz adaptacji wiedzy posiadanej. Czyli m.in. o tzw. badania podstawowe, przełomowe odkrycia i zmianę paradygmatów. A w biznesie m.in. o synergię, rezyliencję, kreatywność, agile, głębokie innowacje (tzw. rewolucyjne), przywództwo, reputację, kapitał społeczny, know-how, problem finding, pamięć organizacji czy zarządzanie zmianą. Krótko mówiąc: to wszystko, czego AI dziś nie umie i czego nie będzie umieć. Przynajmniej dopóki nie powstanie nowa technologia – inna niż te, które znamy. Good, Minsky itp. fantazjowali o niej już przeszło pół wieku temu, a od przeszło dwóch dekad nazywamy ją „AGI”. Ja długo forsowałem „kompetencje człowiecze”, ale ostatnio mówię „nieautomatyzowalne”. Nie ma automatów cyfrowych, mechanicznych czy obliczeniowych, przy pomocy których by można je zastąpić bez straty dla procesów i zadań, w których z nich korzystamy – czy to w nauce, czy w biznesie, czy w innych obszarach. Niektórzy próbują je dzielić na „społeczne”, „poznawcze” i „emocjonalne”. Inni od lat promują „Power Skills”. „Miękkie” z obiegu raczej wypadają. Ostatecznie równie dobrze chodzi o Growth Mindset (C. Dweck, M.C. Murphy, D. Yeager), tzw. myślenie wolne (D. Kahneman) oraz neuroplastyczność i neurosynchronię (M. Platt, A. Schore). Najnowszy raport World Economic Forum po raz kolejny odgrzewa te kotlety, tym razem jako „Human Advantage” i „New Economy Skills”. Z ciekawostek – na ich rozwój potrzeba SETEK dni coachingu (średnio ok. 200), łatwo je utracić (skills atrophy, deskilling), a część jest w istotnym stopniu „transformowana” przez AI. Dlaczego tak trudno je rozwijać i wdrażać? Ponieważ – w przeciwieństwie do tzw. „twardych”, to nie są kompetencje jednostek, ale kompetencje zespołów i organizacji. Do ich rozwoju nie wystarczy trening, potrzebna jest motywacja i zaangażowanie (commitment). A co za tym idzie – przywództwo i kultura. Skoro szukasz szkolenia z kompetencji przyszłości, to prawdopodobnie widzisz już to, co widzą liderzy HR i zarządy: AI przyspiesza pracę, ale nie „dowozi” tego, co decyduje o przewadze — adaptacji, przełomowych pomysłów, kultury współpracy i jakości decyzji pod presją. Ten program (warsztaty + wdrożenie) pomaga zespołom zbudować Human Advantage: zestaw umiejętności, których nie da się sensownie zastąpić automatem bez strat dla procesu, reputacji i wyniku. Co naprawdę znaczy „kompetencje przyszłości” (i dlaczego to nie są „miękkie”) Jeśli zakładasz, że „kompetencje przyszłości” to kolejna moda, to szybko zauważysz różnicę: chodzi o inteligencję ogólną w praktyce — zdolność do odkrywania nowej wiedzy, zmiany paradygmatów i adaptacji posiadanego know-how w warunkach niepewności. W biznesie przekłada się to na konkret: To nie są „kompetencje jednostki”. To kompetencje zespołów i organizacji, a więc ich rozwój wymaga nie tylko treningu, ale też motywacji, zaangażowania i kultury. Dlaczego rozwój trwa setki dni (i czemu łatwo je utracić) Jeśli myślisz o rozwoju tych umiejętności jak o kursie „do odhaczenia”, to dane szybko ustawiają oczekiwania: mediana czasu potrzebnego na realny wzrost wybranych kompetencji human-centric (w coachingu) wynosi ok. 129–245 dni, a dla części osób dojście do poziomu wysokiej biegłości potrafi zająć powyżej 500–700 dni (90. percentyl, zależnie od kompetencji). Przykładowe mediany (50% grupy) z wykresu: Do tego dochodzi zjawisko skills atrophy / deskilling: gdy organizacja nie wzmacnia zachowań w procesach, kompetencje znikają szybciej, niż powstały. Dlatego program jest projektowany jako wdrożenie, a nie jednorazowe „event szkoleniowy”. FAQ Jeśli zastanawiasz się, czy to bardziej szkolenie czy transformacja odpowiadamy to jest wdrożenie kompetencji w kulturze i procesach. Ile trwa program?Skoro realny rozwój wymaga utrwalenia, najczęściej zaczynamy od pilota (warsztaty + pierwsze wdrożenia), a potem wzmacniamy coachingiem i rytuałami w cyklu kilku tygodni / miesięcy — zależnie od skali. Czy…

Newsletter

Give your inbox some love with new products, tips, & more.


    © Umiemy 2024

    Shopping cart

    0
    image/svg+xml

    No products in the cart.

    Continue Shopping